Od redaktorki
Idea stworzenia poniższego zbioru poezji zrodziła się z kilku powodów. Jedną z inspiracji były przewijające się w mediach społecznościowych memy dotyczące kalejdoskopu jakim są aplikacje do notatek (przede wszystkim młodych dziewczyn) — gdzie obok cukru, papieru toaletowego, brokułów i sosu sojowego odnaleźć można refleksje z kategorii “Ostatni raz pozwoliłam ci się zranić„.
To zestawienie, w dyskursie memicznym raczej prześmiewcze, jest dla mnie jednak niezwykle trafnym odzwierciedleniem liryki życia — łączącej w sobie codzienne zadania z przemyśleniami oraz twórczością godną nagród (bo czyż nie najprawdziwszą, prosto z nas samych, w afekcie i często o afekcie?).
Ale kto by tam to czytał…
Zbiór ten powstał przede wszystkim z chęci dowartościowania twórczości lirycznej powstającej na marginesach codziennego życia, jak gdyby przy okazji, tworzonej i zapominanej mimochodem, jako twórczości wartej zauważenia, docenienia i refleksji.
Co ważne, mogącej dać poczucie wspólnotowości w życiowych doświadczeniach.
Chodziło mi więc nie o stworzenie zbioru profesjonalnej poezji, za którą schować mogą się najsłynniejsze nazwiska. Przeciwnie, celem projektu jest oddanie przestrzeni temu, co przecież do niczego się nie nadaje, co tak po prostu… samo wyszło.
Poniższe teksty są odbiciem ludzkich wrażliwości i mogą być postrzegane jako gra z tym, co uważa się za poezję, a czego już nie. Chodzi więc o ludzkie doświadczenie — doświadczenie siebie, innych, świata. A doświadczenie nie zawsze układa się w rymy czy trzynastozgłoskowce; czasami myśl ginie, urywa się, zdaje się nie mieć sensu już po kilku minutach od przelania na… wystukania w ekran.
Z racji bycia cały czas pod ręką, w zasadzie 24/7, aplikacje do tworzenia notatek w telefonie wydały mi się idealnym miejscem szukania tych najbardziej spontanicznych, autentycznych form twórczości literackiej — wynikających z czegoś poza rozumowaniem, planowaniem, a wciąż głęboko refleksyjnych i emocjonalnych.
Spojrzenie na telefon jako miejsce zapisu liryki życia jest dla mnie również odpowiedzią na niepokoje związane z kryzysem piśmiennictwa, mającego rzekomo dokonywać się w związku z rozwojem technologii i ucyfrowieniem życia. Poezja, którą udało mi się zgromadzić, jest przykładem tego, jak człowiek z ery cyfrowej wykorzystuje technologię do artystycznej ekspresji. To także odpowiedź na głosy rozpaczy nad ludźmi z nosami w telefonach w metrze – warto zauważyć, że nie zawsze są to nosy zatopione w brainrotowych filmikach na TikToku.
Towarzyszy mi pewien optymizm, co do niezwykłości człowieka jako istoty twórczej, intensywnie rzeczywistość odczuwającej. Ta niezwykłość zawarta została w zebranych tu utworach.
W tym miejscu pragnę również zamieścić słowa podziękowania. W pierwszej kolejności dla autorów poniższych utworów – jestem wdzięczna za waszą wrażliwość i chęć dzielenia się nią z czytelnikami. Dziękuję również mojemu wspaniałemu zespołowi redakcyjnemu za wszystkie spotkania w sali nr. 9, które były inspiracją, wsparciem, a także po prostu dobrą zabawą.
W przypadku wszystkich zebranych utworów zachowana została pisownia oryginalna.
autorka: Julia Lelonkiewicz
wiersze krótkie:
Lola Lisicka
Bez tytułu
labilny
labilny labirynt znaczeń
Lola Lisicka
Lola
jest niesamowita
chodzi do supermarketu kiedy trzeba
nie daje sobą pomiatać
U
Love
(they made it all up)
For the poets to write about
autorstwo anonimowe
Bez tytułu
Tęsknota za niedostępnym życiem
(bogatym, białym, bez uprzedzeń)
Wspólnota
Lola Lisicka
Bez tytułu
patrzę na patyczaka, tylko jednego, tego konkretnego
OK
Bez tytułu
i znowu odpowiedź
a czy musimy wszystko planować?
Marta
Florystyka
Ta cholerna plastelina
Szpilkami się człowiek narobi jak gruba świnia
Trytytki moja ulubiona rzecz- łączy na zawsze
Mordeczki nie przekrzycze
Proszę zauważyć że pomarańczowe są pomarańczowe
autorstwo anonimowe
Bez tytułu
Odżywka proteinowa
Odżywka humektantowa
Odżywka emolientowa
Co mycie zmieniasz
Zamykasz emolientem
autorstwo anonimowe
*
11.
czasami świat się
zapada i łamie pod
swoim ciężarem
13.
niewygodna myśl
o końcu i początku
jak się jej pozbyć?
Ada
(nie)dokładność
Na zdjęciu brązowe,
Na codzień – niebieskie.
Ogólnie jest jednak zielenią.
Dwie kartki temu pomarańczowy,
Ostatnio zakwitł czerwienią
autorstwo anonimowe
Bez tytułu
Chciałbym wydrapać sobie oczy
Położyć się na ziemi i zaczekać
Aż przykryje mnie mech
I zamienię się w kamień
Może wtedy będę coś wart
autorstwo anonimowe
Bez tytułu
W zapięcie podklejamy
Całe przody
Rękawy dół tyle co podwinięcie
Tył i boczek na dole tyle co podwinięcie
Bezec
Kołnierz ze skosa
Tył góra podkrój pachy i ramiona
U
Bez tytułu
Przeterminowane słowa
Spijam z cienia twoich ust
W mojej głowie wciąż
Z naszych dłoni ścieram kurz
I nic już nigdy
Nic nie będzie
Tylko jedno z nas
Wciąż zaczyna seans
I nie przyzna się otwarcie
że w głowie wciąż ten teatr
Błażej W
Bez tytułu
Czasem potańczę w dresie
Czasem najebię się a
Czasem zajaram zioło w lesie
I tak mnie życie niesie
Poza radarem
Poza koszmarem
Relacji bliskich
Wciąż ta sama poza
Niewysoki ani niski
Maria z pedagogiki i socjologii
Bez tytułu
Polska to kraj spraw, Boże
Spraw żeby było o co umierać
Odzywaj się w sprawie
Do sprawy przykładaj wagę państwową
Boże, spraw
Żeby sprawy nie sprawiały trudności
W jakiej sprawie umierać
Julia O.
Bez tytułu
Książki sępy padlina
Zeschnieta galaz
Pustynia
Jaskinia
Ciemnosc
Dżungla zwierzeta
Jeziorko ze swiatlem
kot na drzewie z malunkami
Kot biały puszysty
Trzęsienie, ziemia się zapada
Szaro niebieskie hipopotamy
wiersze średniej długości:
Andrei Klubnikin
Bez tytułu
Tyle świateł.
Sennych reflektorów.
Neonów, które cicho trzaskają
jak zimne iskry na krawędzi nocy.
Okien, co nieśmiało wyglądają
zza gałęzi drzew.
Tyle światła.
Za dużo, żeby zasnąć spokojnie,
za mało, by oszukać się,
że ciemność niczego nie ukrywa —
że nic z niej nie wychodzi
na palcach.
Ile światła
wystarczyłoby, żebym znów odnalazł
Ciebie?
Żeby wreszcie odzyskać
nas —
z powrotem.
U
Bez tytułu
Skoro wszyscy tak mówicie
To dlaczego ja
Mam nagle wiedzieć jak?
Skoro świat stracony, marnie
Widzą wszyscy
Mówią wszyscy
Koniec nadszedł
Nie powstanie nowy świat
I już bez zabawy
Marność szybciej przyszła
Niż zapowiadaliście nam
Odpływamy w nicość
Nie martwcie się
Od razu, tak jak wam
I nam nie starcza szans
Julia O.
Bez tytułu
Żyje, a umieram
Ciche westchnienia
Wszystko się kręci
Jestem Syzyfem
Stojącym na dolinie
Na dolinie padliny
Padliny własnych ciał
Swoich bezsensownych prób
Przestałem myśleć co będzie
dalej
Nie czekam na nic, ale też mnie
tu nie ma
Patrzę tylko na ciała,
chaotycznie porozrzucane
I nie poznaję siebie,
Patrząc na każde z nich
Ja jestem głazem
autorstwo anonimowe
Bez tytułu
Jam jest pan Bóg twój…
1. Zachować wystarczający (i jeszcze trochę) dystans od ludzi.
2. Karać się za niepotrzebne jedzenie.
3. Planować dzień, aby uniknąć paniki.
4. Codziennie być coraz lepszym od innych.
5. Dawać z siebie 200% (100% jest cechą ludzi przeciętnych i nudnych).
6. Na nagrody mogę jedynie ZAROBIĆ, a nie zasłużyć.
7. Decyzję podejmować z wyprzedzeniem i zgodnie z moją filozofią życia.
8. Grać samowystarczalnego i być samowystarczalnym.
9. Grać silnego i być silnym.
10. Płakać tylko w odosobnieniu.
kruks
High school summertime
I am lying down on the floor
cause if I got up I could fall
there’s no one I know I could call
and no one that’d knock at my door
No hobby that wouldn’t just bore
I’m like an animated doll
just numbly staring at the wall
consciousness’s just another chore
I know I want more and more
but then; do I want at all?
my heart and mind feel so sore
The clothes I yesterday wore
thoughts I unwittingly stole
us two’re rotten to the core
autorstwo anonimowe
Default mode network
Przychodzi do mnie i krzyczy
Jestem jej posłusznym (mam nadzieję) niewolnikiem
Wypełniam jej rozkazy, prośby
Czasem odzywa się we mnie bunt
A gdy go nie stłumie na czas
Ona robi to za mnie
Rozkazuje mi
Wbić w ciało paznokcie
It hurts
Na ulicy czuję obecność
Agresji, która budzi się w ludziach
Kiedy na mnie patrzą
Boję się podnieść wzrok
Spojrzeć im w twarz
A oni to czują
O wszystkim, zdaje się, wiedzą
I wbijają jak nóż
swój pogardliwy wzrok we mnie
It hurts
Wspominam przeszłość
I napełnia mnie wstręt, obrzydzenie
Dlaczego, pytam się, tak się zdarzyło?
Cisza
Po chwili dostaję odpowiedź
Natrętna, agresywna
Ona mnie poniża
Ta myśl
It hurts
wiersze dłuższe:
Witkacy
Do A.Ż.
Kiedy moje ciało podda się w trwodze
Procesów gnilnych, ku przestrodze
Zgonu i żywota tajemnicy – serce moje
Nadal smakować będzie żarliwym uczuciem k’ Tobje!
Kiedy moja pierś martwota pochłonie
w żyznej glebie – moja głowa utonie
Wśród kwiatów i zniczy – moja dusza
Nadal nawoływać będzie kusząc
Twe gorejące serce k’mnje!
Bo choćbym żywota dokonał,
Choćbym zamknion w trumiennej dębinie spoczywał,
Miałbym k’Tobje najdroższy –
zwrócone oczy.
A gdybym na Twym licu łzę dojżał –
Przebłagałbym bóstwa, raj zaprzedał,
Aby wrócić w Twe objęcia najdroższe!Cenniejsze dla mnie niźli zbawienie,
Abo Tyś się stał na ziemskim padole
moim największym utęsknieniem.
Na nic mi piękności boskiego obrazu,
na nic mi chóry anielskie!
Wszystkoż to marne i dalekie –
jeślibym nie mógł trwać przy Tobie
I padać to Twych stóp
jak grzeszny pielgrzym przed ołtarzem.
Przeto – gdy czas mój najwyższy nadejdzie,
A śmierć w welonie czarnym mnie za ramię weźmie –
Choćby nie wiem jak chciała oderwać mnie od Ciebie –
Wżdy nie pojmie, nie utrzyma
Jeno odeśle mnie nazad k’Tobje
bom Ci na wieczność obiecał me serce.
Witkacy
Do Panny Miłej z Ostrej Bramy
Gdybym-ć, o Najmiłościwszy Astrze
w barokowém wieku ujźrzał oblicze Twe
— snadź bych w okamgnieniu
upadł Krzyżem!
Bych żebrakiem i pokutnikiem,
włosiennicą odziany,
omamion wdzięków Twej świętobliwości!
Azaliż tedy, o Relikwijo nad Relikwije!
tknąć-bych się nie ważył
ciała Twego, ni szaty,
ni nawet trzewika Twego!
Jenoż w sercu mém wyrył-bych obraz
prześwietny, w którym jam
zadurzon
i omamion ku wieczności!
Wżdy, gdybych oczy swe własne
wydłubał i precz odrzucił –
przecieć bym w mrokach onych
widził Twój majestát!
Jako NAJŚWIĘTSZĄ Pamiątkę
świata widomego!
A na Twój uśmiech padłbych
jak rycerz pod mieczem losu nieubłaganego!
O Miłościwa,
o Gwiazdo nad Gwiazdami
daj-że mi znak!
azaliż z Twych ust, różanych nad róże
zabrzmi:
«Bych cię, chłopie, troszeczkę lubić raczyła…»”
Klaudia Woźniak
Niegasnący płomień
Miałam osiem lat, gdy nas najechali,
miałam osiem lat gdy świat mi zabrali.
Lecz wciąż pamiętam imię każdej żony,
co tamten dzień zamknął w cień żałoby
Pamiętam każde dziecko bez ścian i bez snu,
każdy dom, co rozsypał się w pył i w dymu szum.
Pamiętam twarz każdego, kto niszczył bez wstydu
to, co nie było jego – bez winy, bez śladu powodu.
Wciąż pamiętam twarz chłopca, co nie zdążył dorosnąć,
i oczy matki, co nocą bały siẹ zasnąć.
Ja pamiętam – gdy inni uczyli się ciszy,
i boję się, że zapomnienie mnie nigdy nie usłyszy.
Nie zapomnę, jak palili kościoły i domy,
choć mówili o Bogu językiem znajomym.
Nie zapomnę, jak rozdzielali rodziny w krzyk,
by po chwili wrócić do swoich jak gdyby nigdy nic.
Nie zapomnę, jak śmiali się z cudzej rozpaczy,
bo śmierć nigdy nie zapomina i wszystko zaznaczy.
A na dowód mej pamięci, na dowód mej krwi,
na dowód tego, co mi odebrali w te dni,
zapalę świece
Dla Żywych i martwych, dla winnych i czystych,
dla bogatych i biednych, dla dumnych i niepewnych.
Niech wskaże drogę do prawdziwego domu,
tam, gdzie nie trzeba już okazywać strach nikomu.
A ja wciąż boję się przyznać bez stowa,
że moja droga dawno przestała być zdrowa.
Nie wiem, która ścieżką mam jeszcze iść,
bo mojego domu… już nie ma gdzie śnić.
Witkacy
Potyczka z diabłem
-Pójdę prosto,
Gdzie mnie tylko myśli poniosą!
Spytam lodu, czemu zimny
Oraz ognia – Czemu gorący jak diabli…
Przepraszam za słowa,
Ale to wszystko mnie z radości rozpiera!
Wszystko chcę opisać,
Wszystko wielbić i chwalić,
Chwytać choć odrobinę mego żywota,
By potem wszystko ukochanej pokazać,
Tak jak i to widzą moje oka!
– Nie,
Nigdzie nie pójdziesz kreaturo wierszowana
Usadzę cię w Dantego kręgach,
Będziesz słuchał własnych skomleń,
Płomieni gorejących i ciszy.
Z wieloma myślami,
Bez długopisu i kartki,
Bez kompana do rozmowy,
Z umysłem ciągle zaćmionym.
Należysz do mnie,
I własnoręcznie cię sobie ułożę
Będziesz mi służył,
A twój czas będzie się tylko dłużył…
A ot co?
Co się dzieje?
Któż śmie zakłócać mój niepokój?
– Ja śmię.
Przyszłam po tego człowieka,
Swe serce mi oddał oraz duszę i ciało,
Jest dla mnie bezcenny i do mnie zależy.
Choćby wojen sto było,
Choćby wszystek trosk się na mnie zawaliło – On jest mój.
Cóż to za wymysł szalony,
Zamykać ludzi słabych,
Oko w oko z Diabłem samym?
Ten wir myśli skryty w głębi,
Jak rekiny, jak trąd, cgoroba co goni.
Dla mnie ten chłop żyje
I ja też jestem panią jego śmierci,
Jestem jego żoną,
Jestem matką jego dzieci.
Czasem się on gubi w swojej poezji,
Ale zawsze wraca pełen miłości.
Dlatego i ja bronię go teraz sama
Kobieta kochająca i kochana,
Przyszłam zabrać go w me objęcia
Bo dosyć się nacierpiał – Dosyć cierpienia zaznałam i ja.
Należy się nam wolność!
Należy się uczucie spokojne,
Które będzie trwało póki i my trwamy!
Należy się nam szczęścia chwila!
Mały ułamek… Choć odrobina!
Więcej nam nie potrzeba,
Może trochę czasu,
Skromny domek koło lasu,
Dwójka wspaniałych dzieci,
Wesoły promyk szczęścia nadziei
i więcej nie potrzeba,
Tylko puść go wolno.
Zbyt wiele się nacierpiał,
Zbyt wiele cierpiałam i ja.
Alisa Hrynman
Bez tytułu
patrz, no patrz
życie idzie
od urodzenia do śmierci
drzewo żyje w parku
wśród innych drzew
nic nie mówi, nie patrzy,
a tylko czuje.
mama mówiła tak:
jeśli odłamać gałązkę
to miejsce drzewa
będzie bolało.
patrz, no patrz
toczy się życie
od urodzenia do śmierci.
kotek patrzy przez okno.
dla niego moje mieszkanie
to cały świat.
wyobrażam sobie,
że jest kosmonautą,
bo lubi zbiegać na klatkę.
pytam go: dlaczego?
milczy. wydaje się,
że szuka gwiazd.
patrz, no patrz
życie trwa nadal
od urodzenia do śmierci.
urodziłam się człowiekiem.
mówiono:
jesteśmy inni od wszystkich
żyjących w świecie.
jesteśmy wyjątkiem,
bo mamy umysł.
jesteśmy podobni do Boga,
możemy tworzyć i myśleć.
ale ja nie rozumiem.
nie widzę różnicy pomiędzy
nami a drzewem.
jeśli odłamać nam
coś ważnego
będzie bolało.
jesteśmy jak koty:
patrzymy przez okna
własnych oczy
i ciągle zdziwieni,
że takim dużym jest świat.
a co umysł?
pozwala myśleć i tworzyć,
a więc nic nie widzimy.
zapomniano,
że Bóg tylko patrzy,
przez tysiące lat,
na nasze krótkie,
niekończące się życie.
no i proszę cię, zobacz
wszędzie jest
nieustanne życie.
wszędzie płynie
z prędkością światła
od urodzenia do śmierci.
Klaudia Woźniak
Przysięga
Zanim padł pierwszy dzwon to czas wstrzymał tchnienie,
bo on stanął przed nią w milczeniu, gotów na przeznaczenie.
Gdy noc zawisła nisko, jak pieczęć nad istnieniem,
on skłonił głowę ku ciemności gotów stać się cieniem.
Nie było w tym przysięgi wypowiedzianej głośno,
lecz wiara, co dojrzewa, gdy serce płonie prosto.
Czuł więź starszą niż imię, głębszą, niż pamięć ciała,
jakby go sama ziemia do siebie przywołała.
Nie była to deklaracja rzucona na wiatr dla słowa,
lecz wiara w jej oblicze, jak w ołtarz, jak w sens od nowa.
Wypowiedział jej imię jak formułę bez końca,
nie z prośby – lecz z potrzeby gorąca.
Czuł przynależność głębszą niż krew, niż imię, niż ciało,
jakby już jego istnienie do niej na zawsze należało.
Oddał to, czego nie widać, w imię poranka i świtu,
wierząc, że ciężar tej ceny jest bramą do wspólnego bytu.
Nie było słów, by mogły opisać co się stało,
bo sens zapadł głębiej niż myśl i w sercu się zapisało.
To nie był błąd w jego oczach, lecz akt czystej wiary,
posłuszeństwo kochance, co miała w spojrzeniu sztandary.
Miłość tak wielka, że nie znała już granicy,
jak ból rozdzierający duszę samotnicy
Gdy świt podniósł powieki, a kwiaty zakwitną,
on natychmiast wstanie i ruszy,
niosąc historię wybitną .
Co stało się potem – milczenie to chowa,
lecz ślub trwa poza czasem, bo raz oddany – nie odwoła.
Klaudia Woźniak
Mój akt stworzenia
Przebudowa świata zaczyna się miękko,
jak korekta zdania, jak zmiana tonu,
morza prostują grzbiety pod ręką,
a czas przestaje sie garbic od zgonu.
Zbudować królestwo to nie wznieść mur,
lecz nauczyć chaos trzymać formę.
Nadać cierpieniu znaczenie i cel,
ubrać przypadek w prawo i normę.
Miasta uczą się chodzić równo,
ulice liczą oddechy tłumu,
strach staje się rzeczą wspólną,
w zapomnianych już kapliczkach z marmuru
Myśl ma kształt, który wolno jej przyjąć,
pamięć wybiera się według wzoru,
życie uczy się trzymać w ryzach porządek,
By przykrył jej cień nieokiełznanego sporu
Świat oddycha spokojniej niż dawniej,
ból ma granice, a cisza sens,
każdy wie, gdzie dokładnie ma stanąć,
i czego nie wolno już nigdy chcieć.
Bo twórca, choć milczy, pamięta chaos,
jak ciało pamięta pierwszy ból,
wiatr niesie wspomnienia wśród drzew i kamieni,
i splata je z jękami zapomnianych ról
A w ostatniej chwili, wszechświat tonąc w dźwiękach
ukazuje prawde w swej brutalnej mocy:
nic nie trwa, wszystko pęka w rękach,
i pamięć staje się popiołem w nocy.
autorstwo anonimowe
Piwo z sokiem
Piwo z sokiem sprawa prosta
Martwa będzie twoja siostra
Paryż Moskwa no i Wiedeń
Ryczy po nim każdy jeleń
Do świetlicy po zajęciach
Biegnę szybko pale żwawo
By już spocząć w twych objęciach
Malinowych radych mrawo
Każdy lubi mało powie
bezsok w głowie leży w rowie
Piwo z soczkiem mą latarnią
dobrą dopaminą karmią
Lecz pan barman mnie nie lubi
kto się lubi ten się czubi
Paszport zaraz mu wygarnę
na trzeźwiałce spocznę karnie
My już dekadenty
Smutne oczka twarde pięty
I wlewamy do szklaneczki
Słodkie łzy tej buteleczki
Klaudia Woźniak
Definicja sztuki
Definicja sztuki – pytanie jak rana,
co piecze po ciszy, gdy hukiem wystrzelana.
Czy sztuka to dłonie, co lepią z kamienia,
czy raczej to echo po tym, co się zmienia?
Po wojnie palce zapomniały kształt,
pędzel drży w dłoni, długopis gubi sens i takt.
Nie brakło farb, nie brakło słów,
lecz zniknął porządek dawnych snów.
Bo wojna nie była dziełem artysty,
choć plan miał precyzję, był chłodny, czysty.
Nie z potrzeby zachwytu wykuła swój kształt,
lecz z pragnienia dominacji, atakuje na gwałt
A jednak wymyślona przez człowieka,
jak wiersz, jak rzeźba, jak modlitwa daleka
co tworzy narzędzie, by zmieniać świat,
choć zmiana ta często prowadzi na strat.
Dawniej sztuka miała kierunek i drogę,
antyk uczył miary, średniowiecze trwogę.
Forma była kotwicą, sens był ramą,
a twórca tańczył z nią jak z damą.
Dziś forma się kruszy, rozpływa jak dym,
wszystko jest sztuką a może niczym?
Jak mogliśmy pozwolić, by zgasła umiejętność,
co była językiem wspólnot i pamięcią?
Bo artysta w kraju to nie tylko cień,
lecz sumienie epoki i znak na jej dzień,
to głos, co ostrzega, gdy tłum chce krwi,
i lustro, w którym naród widzi, kim jest i kim mógłby być.
Czym jest więc świat bez obrazu i pieśni?
Bez znaku, co przypomina nam o pamięci
A może wojna uczy nas prawdy gorzkiej:
że wyobraźnia, gdy nie zna ostrożnej
granicy sumienia, potrafi być nożem,
co tnie dla idei gorącym ostrzem
Czy wolno nam ranić gdy kierujemy się sztuką?
Gdy krew jest performansem, a ból nauką?
Gdy krzyk jest instalacją, a śmierć symbolem,
czy sens jeszcze żyje, czy już jest popiołem?
Bo wojna też tworzy nową rzeczywistość,
nowe mapy, nowe prawa, nową przyszłość.
Inspiruje do czynów wzniosłych i złych,
jak ogień, co grzeje i pali do cna w mig.
Kierujemy się ideą, rzeźbimy zasady,
lecz gdy idea przestaje rozpoznawać ślady
człowieka w człowieku, twarz w masce ginie,
a sztuka zamienia się w pustą machinę.
Gdzie więc jest granica? Gdzie linia ostatnia,
za którą już nic się nie uwydatnia
Wieża Babel rosła z ambicji i mowy,
aż język się rozpadł, a świat stał się nowy.
Sztuka kończy się tam, gdzie zaczyna się wojna,
gdy piękno milknie, a siła jest zbrojna.
A jednak paradoks, co boli jak blizna
w ruinach po wojnie rodzi się utworu podobizna
Bo sztuka to nie tylko forma i gest,
lecz odpowiedzialność za to, kim się jest.
Nie wszystko, co tworzy, zasługuje na miano,
jeśli w imię kreacji człowieka złamano.
Andrei Klubnikin
New Year
I was outside the bar with a drink in my hand,
Spicy and tart like the memories of my youth
And all the lovers I'd never had
Never will.
The fireworks exploded, filling the air with smoke
And a yearning for peace.
Fireworks are gullible dreamers.
Just like us.
As my head started spinning, an impulse of self-acceptance
Came over me. Blessed be the barman!
I closed my eyes, looking inwards
Inquiringly.
What I saw was a past that had almost faded
And a future not yet written.
An empty shell washed ashore
Quite useless, but beautiful.
I could hear my mom saying,
"If you hold a seashell to your ear, you'll hear the ocean!"
How old was I back then?
A starry-eyed angel.
And I wondered, half-astonished at my freak-control self giving in,
Whether it could suffice
To not try too hard
For a change.
To remain a dying whisper of the mighty force you once had been
Or dreamed of being. To lie on the ocean floor
And contemplate schools of whales
Sliding by.
I shuddered, but not at the thought of embracing the defeat,
But at the sheer fact that I felt so elevated and carefree
Just standing there, smiling
With a drink in my hand,
Watching the fireworks pierce the winter sky
Like a splash of paint on a blank canvas.
A declaration of peace
That suddenly came.
A.P.
Three Empty Bottles of Heineken
Three empty bottles of Heineken
Under the stage after the concert
Was it he or she or was it a group of friends,
or three musketeers?
D’Artagnan, after all, got into trouble again and did not come.
The young ones are dancing,
they’re so happy with
their bodies
Like you’ve never been.
Three graceful women,
like models in a painting
by Raphael.
full of garbage and not
their own words.
They are in dresses made
of other people’s
opinions.
How they wish they
could spit it all out!
Three empty bottles of Heineken
Under the stage after the concert
Was it he or she or was it
a group of friends,
or three sisters?
None of them want to
live in Moscow anymore
Other lands call them.
West or East?
North or South?
You choose.
I’m standing in the
middle of the concert hall alone.
My mind is an empty
bottle
Under the stage after the concert
Gotta get in line
to get the coats out of
the cloakroom
This queue like the snake
Uroboros curled up in a ring
Someone is at the start
you are in the middle
Someone is already giving the token
with a number
Alisa Hrynman
Bez tytułu
Сонечны горад – мой дом.
дзе на кожным будынку
чырвоныя зоркі мігцяць
прыгажосць шэрых вуліц
зразумець немагчыма –
толькі адчуць.
забыць колькасць шляхоў
ад прыпынку да дому
у сонечным горадзе.
жадаю забыць іх усе,
стаць кімсьці, хто ніколі,
ніколі не жыў.
боль больш не натхняе,
не цягне наперад.
каб добра жыць на балоце
трэба умець заміраць.
Alisa Hrynman
Bez tytułu
мой нежный гений,
среди окурков и пустых бутылок,
беззвучным телом на полу
рычит, кусает суть существования .
сверкающая ярость,
безликая болезнь самости души.
жизнь – мимолётное страдание,
неразделённое с другим.
стихающая буря,
в страмленьи к разрушенью,
на тихой глади штиля
грустит, печалится, тоскует.
обещанный талант,
в мученья стонах умирает.
пустой сосуд гонимый всеми
никак не может бросить жить.
мой безоружный на все раны,
дерётся, руками разрывает,
срывает голос воплем,
границы нормы разбивает
——————-
и обезумев, я пытаюсь
стать для тебя броней,
что твёрже чугуна и камня,
что легче птичьего пера.
защитой стать позволь,
ведь мне не утонуть,
и в самой страшной буре
я вижу твой потенциал
ты Айвазовского пейзаж,
и Мунка „Крик” тебе идёт,
позволь же мне оберегать
и стать стеклом музейным
я вертром быть могу,
что нежной колыбелью
несёт тебя вперёд
оберегая от падений
и пусть я также безоружна,
безумие – моё орудие защиты,
что твёрже чугуна и камня,
что легче птичьего пера
Alisa Hrynman
Bez tytułu (tłumaczenie z języka białoruskiego)
Słoneczne miasto jest moim domem.
Gdzie na każdym budynku
migoczą czerwone gwiazdy,
piękno szarych ulic
jest niemożliwe do zrozumienia –
można je tylko poczuć.
zapomnieć liczbę dróg
od przystanku do domu
w słonecznym mieście.
Chcę je wszystkie zapomnieć,
stać się kimś, kto nigdy,
nigdy nie żył.
Ból już nie inspiruje,
nie popycha mnie do przodu.
Aby dobrze żyć na bagnach,
trzeba umieć zamarzać.
Alisa Hrynman
Bez tytułu (tłumaczenie z języka rosyjskiego)
mój wrażliwy geniuszu,
wśród niedopałków i pustych butelek,
bezgłośnym ciałem na podłodze
warczy, gryzie istotę istnienia .
błyskająca wściekłość,
bezkształtna choroba duszy.
życie – ulotne cierpienie,
niespodzielone z innym.
Uciszająca się burza,
w dążeniu do zniszczenia,
na cichej tafli flauty
smutkuje, zasmuca się, tęskni.
Obiecany talent,
w jękach męki umiera.
Puste naczynie gonione przez wszystkich
nie może rzucić życia.
Mój bezbronny wobec wszystkich ran,
walczy, rozrywa rękami,
wyrywa głos krzykiem,
przekracza granice normy.
——————-
I oszalała, ja próbuję
stać się dla ciebie zbroją,
twardszą niż żeliwo i kamień,
lżejszą niż ptasie pióro.
pozwól mi stać się ochroną,
bo ja nie utonę,
i w najstraszliwszej burzy
widzę twój potencjał
jesteś pejzażem Aiwazowskiego,
i pasuje ci „Krzyk” Munka,
pozwól mi więc chronić cię
i stać się muzealnym szkłem
mogę być wiatrem,
który niczym delikatna kołyska
niesie cię do przodu
chroniąc przed upadkami
i niech jestem również bezbronna,
szaleństwo jest moją bronią ochronną,
twardszą niż żeliwo i kamień,
lżejszą niż ptasie pióro