Uważam, że żyjemy w kryzysie autentyczności. Coraz częściej łapię się na rozważaniu czy muzyka, której słucham, film, który oglądam, czy książka, którą czytam na pewno zostały zrobione w 100% przez człowieka. Właśnie z tego powodu chciałbym opowiedzieć o Philu Elvrumie i jego płycie zatytułowanej „Microphones in 2020”. Przy pomocy tej płyty przedstawię także, czym, według mnie, jest performens autobiograficzny i jak to się ma w kontekście twórczości Phila.

Na wstępie należy wspomnieć, że Elvrum jest bardzo płodnym twórcą. Działa nieprzerwanie od 1996 i wydał już ponad 40 albumów. Pochodzi z Anacortes w stanie Waszyngton i to tam mieszka przez większość swojego życia. Jest to stan w północno-zachodnich Stanach Zjednoczonych, panuje tam dość mroczna aura; wybrzeże Oceanu Spokojnego porastają gęste lasy, przez większość dni pada deszcz, a cień wszędobylskich klifów cały czas przysłania ziemię. Dorastanie w takim środowisku sprawiło, że Phil od najmłodszych lat odczuwał związek z naturą, co daje o sobie znać w tekstach jego piosenek. Do 2003 roku tworzył pod pseudonimem The Microphones, by w tym samym roku zmienić swój alias na tytuł ostatniej płyty zatytułowanej Mount Eerie. Ludzie w środowisku singer-songwritterskim i alternatywnym najbardziej kojarzą go z płyty The Glow Pt.2 wydanej wciąż jako The Microphones. Jest to płyta, która opowiada o zerwaniu z jego ówczesną partnerką, ale nie tylko. Phil stara się w niej odpowiedzieć na nurtujące pytania o życiu, opowiada o jedności człowieka z naturą i jak on to postrzega.
Muzycznie jest to opus magnum tego artysty i zdecydowanie można stwierdzić, że rozszerza ona granice muzyki DIY. Jego kompozycje jednocześnie zawierają piękne i delikatne melodie oraz… hałas. Można by uznać, że to kompletnie nie pasuje, jednak, gdy naprawdę się w to wsłucha to wszystko jest bardzo spójne i zrozumiałe. Późniejsza twórczość Elvruma jest bardzo różnorodna. Są to delikatne folkowe albumy, takie jak Dawn czy Lost Wisdom, albo mocniejsze, wręcz momentami black metalowe Wind’sPoem. Życie artysty jest też naznaczone wyjątkową personalną tragedią. W 2016 na raka zmarła jego żona, zaledwie rok po urodzeniu ich córki. Elvrum napisał o tym album zatytułowany A Crow Looked at Me, który przez wielu entuzjastów muzyki (w tym mnie) uważany jest za jeden ze smutniejszych albumów wszech czasów.
W 2020 jednak powrócił do swojego pierwszego „zespołu” i wydał płytę Micorphones in 2020, o której chcę trochę bardziej opowiedzieć. W 2019 zagrał koncert jako The Microphones, co zainspirowało go do krótkiego powrotu do tego aliasu. W wywiadzie dla Rolling Stone mówił:
Nie chcę już nigdy się cofać. Więc zrobiłem krok w stronę przyszłości z pewnymi pomysłami i stworzyłem taki rozbudowany utwór. W nim próbowałem dotrzeć do sedna tego, co definiowało tamten okres mojego życia, późne lata nastoletnie i wczesne dwudzieste, ale co ważniejsze, starałem się przełamać czar nostalgii i stworzyć coś ponadczasowego i trwałego. Wszystkie moje dawne wersje istnieją jednocześnie w tej ognistej teraźniejszości.1
Powstał więc niemal 45 minutowy utwór zbudowany na dwóch akordach i kilku noiseowych przerwach. Utwór ma sprawiać wrażenie jakby nigdy się nie kończył. Elvrum opowiada w nim jak to się stało, że zaczął tworzyć, streszcza swoje dzieciństwo i mówi jakie znaczenie ma dla niego natura. Znajdują się w nim też tekstowe nawiązania do The Glow Pt.2, do czego wrócę na końcu tego tekstu. W sumie jest to po prostu opowieść o byciu młodym, poszukiwaniu swojego miejsca, inspiracji i mądrości. Elvrum poszukuje tych absolutów w zasadzie non-stop. No dobra, ale gdzie w tym wszystkim performatywność? Odpowiedzią jest koncert, wyjątkowy koncert. Zarejestrowany 27 marca 2021 roku w lesie na wyspie San Juan w stanie Waszyngton. Ten sposób wykonania piosenki jest dla mnie wyjątkowy. Jest to dla mnie przykład niezwykłej spójności artystycznej, szczerości ze sobą i słuchaczami. Natury jest pełno w całej twórczości Phila. Ciągle mówi o gęstych lasach, strasznym wietrze czy nieprzewidywalnej pogodzie. Performuje on w ten sposób swoją własną biografię w sposób wyjątkowo wiarygodny. Wiadomo, że jest to tylko to, co on sam pozwala nam zobaczyć, ale i tak jest w tej piosence mnóstwo intymności, która raczej zasługuje na łamy pamiętnika.
Nie chcę wchodzić w mocne szczegóły tekstu piosenki, bo mam takie skryte pragnienie, by choć jedna osoba, po przeczytaniu moich wypocin sama chciała tego doświadczyć. Moim zdaniem, najlepiej na początku byłoby posłuchać The Glow Pt.2 lub chociaż tytułową piosenkę z tej płyty, by lepiej zrozumieć kontekst. Potem zabrać się za Microphones in 2020, koniecznie z kanału Elvruma, które opatrzone jest autorskimi zdjęciami z jego młodości2. W ramach bonusu bardzo polecam krótki film zatytułowany There’s No End, który opowiada bardziej o jego relacji z córką3. Łzy w oczach gwarantowane.

Microphones in 2020 pokazuje mi (oby również i Wam), że autentyczność dalej jest możliwa i dosłownie wystarczy tylko jej chcieć. Głęboko liczę na to, że świat się jakoś opamięta i AI Slopu będzie coraz mniej, bo nawet najnudniejsza, najgorsza sztuka tworzona przez człowieka jest lepsza niż wygenerowany nonsens.
osoba autorska: Mikołaj Narkun
1 “Phil Elverum Teases First Microphones Album in 17 Years.” Rolling Stone, 16 czerwca 2020. https://www.rollingstone.com/music/music-news/phil-elverum-mircophones-2020-1015881
2 The Microphones in 2020, www.youtube.com/watch?v=a25Z–UsRUM&t
3 There’s No End, www.youtube.com/watch?v=a25Z–UsRUM&t
Bibliografia:
“Phil Elverum Teases First Microphones Album in 17 Years.” Rolling Stone, 16 czerwca
2020. https://www.rollingstone.com/music/music-news/phil-elverum-mircophones- 2020-1015881/
The Microphones in 2020, www.youtube.com/watch?v=a25Z–UsRUM&t
There’s No End, www.youtube.com/watch?v=a25Z–UsRUM&t