autorka ilustracji: Chania Jurkowska

            Idę na bazarek. Stragany, na moich oczach, ustawiają się wzdłuż jedynego wejścia. Rozlega się krzyk: 

💣WTS! WTS! 💯Posiadam solidne lc💯 [2]

🚘DOWOZY🚘 $ 20-40 $

🏦STACJONARNIE🏦

🌐 PRAGA 🌐.

Sami się oferują, nawet nie trzeba szukać. Poniżej znajduje się menu

🥥🥥🥥🥥🥥🥥🥥

COCO/KOKS/KOKA/AMERYKA/FLEX

💸0.5-200💸

💸1-400💸

💸2-800💸

💸3-1100💸

💸5-1500💸

TŁUSTA ŁUSKA FAJNA ŁYŻKA SAME POZYTYWNE OPINIE

💎💎💎💎💎💎💎💎

MATI/MEFKA/MEFEDRON/KRIS

💸1-60💸

💸2-120💸

💸3-180💸

💸5-240💸

🍄🍄🍄🍄🍄🍄🍄🍄

SHROOMS/GRZYBY RÓŻNE RODZAJE

NUTCRACKER ~ 0.90%

1G-60, 5G-250, 10G-420

MAZATAPEC ~ 0,95%

1G-65, 5G-270, 10G-450

GOLDEN TEACHER ~ 0,73%

1G-40, 5G-180, 10G-320

🍀🍀🍀🍀🍀🍀🍀🍀🍀

BUCH/WEED KOZACKI SORT PINEAPPLE EXPRESS JEDNO Z NAJLEPSZYCH SŁOWO

1G-60

2G-100

3G-150

4G-200

5G-230

10G-400

20G-700

💊💊💊💊💊💊💊💊💊

OXYCONTIN 40MG/80MG

BLISTER – 150

1PACK-500

2PACK-900

3PACK-1200

OXYDOLOR 80MG

1PACK-1000

2PACK-1800

3PACK-2400

FENTANYL ACTAVIS 100UG

SZTUKI I BLISTRY

💊💊💊💊💊💊💊💊💊

XANAX 2MG 

SZTUKI I SŁOIKI

🐴🐴🐴🐴🐴🐴🐴🐴🐴

KETAMINA/KETA

 ENZO CRYSTAL⚡⚡⚡

ALFA-PVP⚡⚡⚡

🧅🧅🧅🧅🧅🧅🧅🧅🧅🧅

POLAK/POLACZEK/FETA/AMFETAMINA WYRÓB KRAJOWY TŁUSTY CHRZAN

👾👾👾👾👾👾👾👾👾👾

POWDER 2CB 

MDMA KRYSZTAŁ LUB PIGUŁY PUNISHER/TESLA

💸GOTÓWKA TYLKO GOTÓWKA💸[3]

Wybieram, co zechcę. Piszę. Ustalam. Czekam. Płacę. Nawet nie musiałem się specjalnie ruszać. Dzwoni domofon. Jedzenie przyszło.

Nieco koślawa metafora straganu miała pomóc zwizualizować jak działa ogłoszenie. Kto ostatni krzyknie, ten pojawia się przy wejściu, postulując dostępność. Często, ten sam użytkownik wielokrotnie w ciągu parunastu minut wrzuca tą samą wiadomość, żeby wyświetlać się nad innymi użytkownikami grupy (ta, z której korzystałem działa na terenie Warszawy i liczy 6038 użytkowników), czasem to boty krzyczą, zganiając klientelę.

Cytowanie ogłoszeń miało na celu pokazanie, jak wygląda język ogłoszenia. Niezależnie od kraju (Francja, Hiszpania, Portugalia, Holandia, Anglia, Niemcy, Grecja, Stany Zjednoczone) ikonki, którymi posługują się użytkownicy, mają w miarę ujednolicony charakter. Diament oznacza kryształ, ikona pikselowatego kwadracika sugeruje LSD, tabletka wszelkie pigułki, zielone kwiatki marihuanę, śnieg desygnuje proszki, itd. Różnorodność i dostępność jest niemal nieograniczona. Istnieją na Telegramie grupy, które wyrabiają fałszywe pieniądze, karty płatnicze i dokumenty, sprzedaje się na nich broń, oferuje usługi seksualne i przestępcze, w rodzaju pobicia, wymuszenia, czy porwania (kiedy przebywałem we Francji i przeglądałem paryską grupę telegramową, napotkałem ogłoszenie, na którym ktoś oferował nagrodę za informacje dotyczące osoby na zdjęciu [tu wklejone zdjęcie]). Co ciekawe, strona wizualna grup, które nie ograniczają się do handlu narkotykami, prezentuje się zupełnie inaczej: ogłoszenia są suche, oszczędne i rzeczowe, niemal nie występują tam emotikony. Zamiast nich umieszcza się w ogłoszeniu zdjęcie lub filmik, który zaświadcza o prawdziwości ogłoszenia. [Screeny z czatów są załączone do pracy jako Ilustracje]. Te “twarde dowody” w rodzaju broni, nic nie sugerują, nic nie symbolizują, wszystko widać (np. wyciąganie pieniędzy z bankomatu za pomocą fałszywej karty i pinu 0000). Ogłoszenia sprzedaży przeplatają się z zaświadczeniami klientów o usługowej rzetelności, co doprowadza do takich absurdów, że zdjęcia Glocka 26 9mm za 800$, kilogramowych worków Xanaxu, sprzedawanych hurtowo lub detalicznie (po 5$ za tabletkę), Taurusa G3C 9mm za 700$ i Sig Sauera P226 19mm, z dziewięcioma magazynkami w zestawie za 1000$ otaczają filmik, na którym około 60-cio letnia kobieta zaświadcza o prawdziwości transferu bitcoinów na dolary (wysyłane na Cashapp, PayPal, Zelle, Apple Pay, Venmo; 350BCH jest równe 3500 $, 500BCH, 5000$, itd.), co pomogło jej zatrzymać mieszkanie, ponieważ ma zbyt niską emeryturę.

Różnorodność i charakterystyka grupek przestępczych na Telegramie (które stanowią zaledwie część aktywności w obrębie aplikacji) jest, jak już wspomniałem, ogromnie bogata i wciąż zaskakuje (np. jeden z dilerów znalazł ze swoją dziewczyną mnóstwo bułek w pudełku przed sklepem, więc, żeby nie marnować żywności, dorzucał, gratis, do każdego zamówienia własnoręcznie zrobioną kanapkę, można było nawet wybrać sobie składniki). Dlatego, na potrzeby tej pracy, jestem zmuszony ukrócić liczbę anegdot, które podaję jedynie celem zbudowania sobie pobieżnego obrazu telegramowego medium, do minimum, przechodząc do faktycznego jej tematu, jakim jest analiza wizualności języka warszawskich grupek narkotykowych.

*

Podczas przepisywania ogłoszeń zdałem sobie sprawę z tego, jak niesamowicie czasochłonnym zadaniem jest napisanie jednej takiej wiadomości. Roboczy tytuł pracy brzmiał Telegram. Ikona dostępności i chyba skojarzenie z ikoną, które zostało przez przypadek wywołane, nie jest aż tak pozbawione sensu jak początkowo myślałem. Ikona, jako taka, jest dziełem zrodzonym w modlitwie i dla modlitwy, które to zespolone ze sobą niosą w sobie symbolikę pokoleń. Ikona, to coś w rodzaju okna, przez które człowiek może wychylić się na Boga. Twórca ikony staje się jakby autorem mapy, który kreśli barwami i kształtami emanację Boga; w nadziei, że ktoś, kto ją czyta, odczuje Coś i jego dusza otworzy się na Boską rzeczywistość, co pomoże mu pewniej kroczyć drogą do Królestwa Niebieskiego.

W przypadku omawianej tu ikony, ikony towaru, pisanie ogłoszenia jest również modlitewne. Typ idealny modlitwy zakłada jej bezinteresowność, ale nie dajmy się zwieść — codzień modlę się za Ciebie i za Twoją kieszeń.

Wiadomo, że wiele zależy, niemal wszystko od tego zależy, jak ogłoszenie zostało napisane. Musi być czytelne (mapa) i przykuwające uwagę. Aby takie było, nie można przesadzić z pstrokacizną, ale warto pamiętać, że choć nie minęły dwa pokolenia od narodzin emotki [znaczek 🙂 został pierwszy raz użyty w 1982 o 11:43], to semantyka została już określona, a jej złamanie wprowadza zamęt i pokazuje brak znajomości zasad gry, dyskwalifikuje, ponieważ świadczy o braku obycia

w porządku.

Nie chcę iść zbyt daleko. Podkreślam jedynie specyficzny charakter emotki jako przedstawienia czegoś innego od samej siebie, środka do czegoś, jakiegoś przemieszczenia (a choć nie lubię takich etymologicznych wybiegów w pracach pisemnych, to chciałbym krótko wskazać na źródłosłów emocji — łac. e movere „w ruchu”). Można to powiedzieć o każdym obrazie, jednak nie za każdym pisaniem obrazkowym kryje się tak wielka nadzieja (na zarobek) i tak sztywno określone znaczenie.

Owe zapośredniczenie jest zresztą charakterystyczne dla cywilizacji Zachodu, którego dominująca religia jest religią na wskroś materialistyczną; i to już u podłoży, bowiem nie tylko nie zabrania tworzenia wizerunku Boga jedynego jak i jego wcielenia, ale też poprzez ciało  komunikuje się z Duchem i umożliwia (np. przez ofiarę z tegoż ciała) zbawienie, dodatkowo ten trzeci człon Trójcy czyni pierwszym, bowiem “Nikt nie dojdzie do ojca jak tylko przeze mnie”. W tym materialnym loopie materialny obraz służy przekazaniu niematerialnej treści. Sprawia to, że (być może) nawet jaśniej rozumiemy niektóre hieroglificzne skróty utworzone w ogłoszeniach na Telegramie, niż język, jakim są pisane. Od dwóch tysiącleci czytamy przecież obrazy, które prowadzą nas dalej, poza nie same. 

Ten mediacyjny charakter Telegrama (zwłaszcza w dziedzinie usługowej), który sam w sobie jest medium, wydaje mi się mieć podwójne ciało, bowiem jego esencją jest przekazywanie. Przekazywanie towaru i treści, ale “w przeciwieństwie do aktu komunikacji przekazywanie nigdy nie dokonuje się (tylko) między osobami. Tworzy ono najczęściej relację między podmiotem już zorganizowanym (może on być sam, został jednak ukształtowany przez »ciało zbiorowe«, do którego należy) i adresatem, który zostanie zorganizowany lub wcielony (jeśli już nie jest)”[4]

Mogłoby się zdawać, iż sprzedawca jest osobą prywatną, pojedynczą. Często jednak są to grupy, których “głowa” zarządza czatem i wysyła swoich złonierzy do załatwiania niezbędności (co zaświadcza o wspomnianej przez Debray’a, zorganizowanej podmiotowości). Użytkownik z konieczności zostaje wcielony w to zbiorowe ciało organizowane przez czat, choćby na czas transakcji. Przyjmuje i zaczyna rozumieć jego symboliczną mowę, nie przez jednorazową aktywność, ale przez bycie w tym cyfrowym świecie. Język Telegrama jest odbiciem zbiorowości, która go tworzy. Ta zaś, okazuje się, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak przyciągnąć uwagę i jak to wykorzystać. Robi to w sposób najprostszy, stawiając na klarowność i ujmując wszystko w sugerująco-kuszącą, symboliczną ramę stworzoną z ikony, która jest wszechogarniająca (mówię tu w szczególności o grupkach narkotykowych).

*

„Elektroniczny czas ciągły. Ten charakterystyczny dla naszych czasów tryb wyłaniał się stopniowo wraz ze wzrostem możliwości i zasięgu systemów telekomunikacyjnych. Operatorzy telegrafu i telegrafu bezprzewodowego używali go, wystukując SOS, wskazujące na niebezpieczne położenie. W Australii od roki 1888 linie telegraficzne oczyszczano podczas dorocznego wyścigu konnego Melbourne Cup, aby wiadomość o zwycięstwie mogła obiec kontynent w czasie bliskim do rzeczywistego. (…) Z kolei w chwili inauguracji pierwszego australijskiego parlamentu federalnego w maju 1901 roku telegraf został wykorzystany do stworzenia »wspólnoty wyobrażonej«”[5]

Używam tego cytatu z dwóch powodów. Głównym jest zwrócenie uwagi, iż telefonia komórkowa stała się naturalnym medium dla elektronicznego czasu ciągłego, którego wykorzystanie na grupkach telegramowych jest równie powszechne co użyteczne. Powszechne, ponieważ w momencie postowania ogłoszenia, nie tylko zresztą wtedy, ale w ogóle podczas własnej, zaangażowanej aktywności elektronicznej używa się właśnie tak zdefiniowanego czasu. Użyteczne, ponieważ dzięki elektronicznemu czasowi teraźniejszemu, skrótom WTS i spamowaniu swoją ofertą na wielu czatach na raz postuluję dostępność i gotowość do działania. Mówię: jestem, jadę, biegnę, sprzedam, czekam w tej właśnie chwili — hmu (hit me up). Jednocześnie, choć nie jest to zawsze pewne, zatwierdzam swoją wiarygodność, bo skoro piszę to, co piszę, piszę teraz, znaczy, że faktycznie jestem dostępny i można się ze mną umówić, co jest jakoś tam przekonujące, bo jak wiadomo, poza używkami, dilerzy handlują przede wszystkim czasem.

*

Ogłoszenia są niczym witryny sklepowe i kolorowe banery, które swoją krzykliwością przykuwają uwagę. Już dawno udowodniono nasz kognitywnie wgrany pociąg do mieniących się, barwnych kształtów. Absorbują naszą percepcję. Nawet nie muszą się starać. Ludzkie oko automatycznie kieruje się ku najjaśniejszemu światłu w polu widzenia. Często, emotikony układa się w fikuśne kształty, które ramką otaczają symbolizowany przez siebie towar. Tysiące oczu chwyta te rozmigotane, na pół obrazkowe, na pół tekstowe wiadomości-witryny, które są na wyciągnięcie ręki i zapraszają. Ogłoszenia, podobnie jak neony, wabią, przyciągają do witryn sklepowych, zachęcają mówiąc — spójrz tylko. Do tej owadziej ciągoty ku światłu dochodzi, niemal wgrany w genotyp współczesnego człowieka, nawyk scrollowania, co kończy się przejrzeniem nie jednej, ale wielu ofert, porównując je ze sobą i przebierając w nich: on oferuje to co mnie interesuje, ale tylko stacjonarnie i na Targówku, zaś ten w mojej okolicy, więc można podejść, albo sam podjedzie jak będzie wyjeżdżać z bazy, itd.

Nie dajmy się zwieść. Nie obudowa jest interesująca, a choć zwraca uwagę, to nie dla niej tutaj trafiliśmy, prawda? Faktyczną treścią jest towar.

“W takiej kulturze jak nasza, zawsze skłonnej do rozdzielania i dzielenia rzeczy, by zdobyć nad nimi władzę, uświadomienie sobie tego, że w sensie funkcjonalnym i praktycznym środek przekazu sam jest przekazem, może wywołać pewnego rodzaju szok”[6]. Pisałem o ramie symbolicznych ikonek okalających cennik. Potraktujmy środek dosłownie. Treścią ogłoszenia jest cena. Treścią ceny zaś jest towar. 

To niesamowicie powszechne, że “treść” danego środka przekazu czyni nas połowicznie ślepymi na to, co faktycznie stanowi jego esencję. Jako czytelnik Burroughsa chciałbym zaproponować to, co sam mówił. Mianowicie, że w przypadku narkotyków jesteśmy w stanie zaobserwować mechanizmy działania kapitalizmu w najczystszej jego postaci. Jest to wzajemnie napędzająca się maszyna popytu i podaży, czy, jak kto woli, głodu i towaru. Już w samym języku widoczna jest nagość. Towar, temat — określenia suche i rzeczowe, ponieważ wszystko sprowadza się do niego, bo to o niego pytamy, niezależnie jak zawoalowane jest pytanie.

Telegramowa “ikonografia” pudruje faktyczną treść swoich ogłoszeń, ubierając je w przyjemnie kojarzące się obrazki, których używamy pisząc do siebie wiadomości. Wykorzystuje tym samym rodzaj komunikacji kojarzący się z bezpieczeństwem, bliskością, koleżeństwem. Spoufala się z nami. Sugeruje “luz” i swobodę w obszarze ludzkiej działalności, która rządzi się jak najsurowszym prawem. Chowa, za migotliwą, rozhukaną witryną wypisaną Capslockiem patologię, z którą ciężej byłoby się zmierzyć, gdybyśmy, zamiast ikonek sugerujących towar, oglądali pracę jaka za nim stoi. 

Przemyt, realny, hurtowy handel, drobne i większe układziki, wyzysk, praca niewidzialnych są ukrytą przeszłością, zasłoniętą historią towaru, który okraszony emotikonem zaprasza do zakupu (jak zwykle zresztą).

*

“Nie ma takiego dokumentu kultury, który nie byłby zarazem dokumentem barbarzyństwa” — pisał Benjamin. Gdyby dodanie cytatu nie psuło graficznego układu tekstu, to ten powyższy byłby mottem tej pracy. Dla mnie, oznacza on odwieczną drugą stronę drukowanej historii, w której za tym, co mówione, kryje się to, co przemilczane, znacznie obszerniejsze, bardziej znaczące, choć nie do końca zrozumiałe, bo trudniejsze do objęcia, zepchnięte za fasadę, wsunięte pod spód. 

Dokument o opisywanej części Telegrama jest dokumentem o barbarzyństwie, bo sam Telegram jest w jakiś sposób barbarzyńską stroną kultury współczesnej. Jest ziszczeniem wolnorynkowych marzeń, anarchokapitalistyczną utopią, w której jedynym ograniczeniem jest zasobność portfela. Nie-miejscem, w którym prawo głosu ma każdy, a liczy się to, kto ostatni głośno krzyknie.

W przypadku Telegrama, mamy do czynienia z “rzeczowymi stosunkami ludzi i społecznymi stosunkami rzeczy”. Ludzie istnieją (w obrębie grup, którymi się zajmowałem) wyłącznie jako usługobiorcy lub usługodawcy, co, mimo pesymistycznego wydźwięku, uważam raczej za zaletę, ułatwiające uproszczenie. Diler jest synonimem towaru, nabywca jest synonimem pieniądza. Wzajemnie traktują się instrumentalnie, a przestrzeń, w której to robią jest halą całodobowego, czarnorynkowego handlu.

*

Skojarzenie proponowanych przez Telegram usług, z usługami dostawczymi typu UberEats, Pyszne.pl itp. jest jak najbardziej na miejscu. Możliwość płacenia BLIK-iem, wysyłka paczkomatem, dojazd do klienta, estetyczna przyjemność i dbanie o ogólną wygodę konsumenta, którego potrzebom trzeba wyjść naprzeciw, to obecnie podstawy większości usług, w tym działalności dilerskiej. Mając wystarczająco dużo pieniędzy mogę, bez ruszania się z domu, zamówić wszystko, czego tylko sobie zażyczę: od kanapy, przez jedzenie i sprzątanie, na tabletkach opioidowych kończąc. Pokazuje to, w sposób równie banalny jak orzekające o tym poniższe słowa, triumf pieniądza w każdej dziedzinie życia. Nawet w tych, w których poszanowanie klienta (może oprócz nabywców kokainy) było do niedawna śmiesznie niskie. 

Na grupach, które opisywałem, przewidywany zysk wyznaczył drogę społecznemu życiu użytkowników. Chyba nie omylę się zbytnio, jeśli powiem, że przejął nad nim kontrolę. Ceny produktów i ich wizualne opisy są standaryzowane zgodnie z planem, dokładnym planem, choć raczej nie spisanym, by być najbardziej dochodowym i zachęcającym, ale żeby jednocześnie nie psuć rynku. Świat tych grup, to świat, w którym każdy podmiot jest ograniczony do swojej funkcji nadanej mu przez zachciankę, która podobnie jak życzenie klienta, jest święte. To ostatecznie także świat, w którym język wizualności okazuje się być upiększeniem, półkryjącym pudrem, który może służyć jednocześnie Towarowi i Mamonie.

🙈🙉🙊


[1] Twórcami Telegrama (zdaję sobie sprawę z niepoprawności, jednak, z jakiegoś powodu, właśnie taka odmiana funkcjonuje w języku) – jeszcze jednej darmowej, ogólnodostępnej aplikacji mobilnej służącej do komunikacji – są bracia Nikołaj i Paweł Durow. Zwykle, to tego drugiego wymieniają gazety i strony internetowe, co może mieć związek z jego publiczną działalnością (w przeciwieństwie do brata Nikołaja, który jest w jakiś sposób anonimowy, nie pokazuje się w mediach, nie ma strony na Wikipedii) oraz historią stworzonej wcześniej, również bardzo popularnej, aplikacji VK (dawniej WKontaktie), której historia zasługuje na oddzielną analizę. Dlaczego? Gdy portal stał się bardzo popularny, założyciel portalu, Paweł Durow, w 2014 roku został usunięty ze stanowiska dyrektora generalnego przez oligarchów Aliszera Usmanowa i Igora Sieczina z bliskiego otoczenia Władimira Putina. Od tego czasu założyciel portalu przebywa za granicą, a portal znajduje się pod kontrolą władz.

Co zaś tyczy się powstałego w 2013 roku Telegrama, to Telegram ma siedzibę w Dubaju. Korzysta z niego miesięcznie ponad 550 milionów użytkowników. W rankingu liczby pobrań Telegram znajduje się w pierwszej dziesiątce sieci socjalnych na świecie. Dziennikarze “Spiegel”, w artykule Der Telegram-Milliardär und sein dunkles Imperium, poświęconym działalności Durowa i jego ciemnej stronie (celowa dwuznaczność), nazywa Telegram “najprawdopodobniej najniebezpieczniejszym komunikatorem na świecie”. Korzystają z niego ekstremiści, aktywiści, dilerzy, podróżnicy, terroryści, szury, handlarze bronią, imigranci, przestępcy, zwykli obywatele, wszyscy niemalże. Jego powszechne użycie w celach komunikacyjnych i legalnych (z perspektywy mieszkańca demokratycznego, europejskiego kraju) jest największe w krajach autorytarnych, gdzie służy jako alternatywne narzędzie komunikacji (lub główna broń, zależy jak na to spojrzeć) ruchów prodemokratycznych, na przykład w Hongkongu, Iranie i Białorusi. W Polsce użytkowanie Telegrama rozpoczęło się na dobre podczas początków pandemii koronawirusa. Związane to było, moim zdaniem, zarówno z obowiązującym wtedy lockdownem, wybuchem teorii spiskowych, więc z poczuciem faktycznej lub wyimaginowanej inwigilacji oraz rozpoczęciem się na dużą skalę protestów Strajku Kobiet podczas kategorycznego zakazu zgromadzeń.

Jeszcze słowo o budowie aplikacji. Telegram ma strukturę zbliżoną do innych komunikatorów. Tzn. dzieli się na kanały/grupki, w których użytkownicy wymieniają między sobą wiadomości. W tym sensie jest podobny do Messengera czy WhatsAppa. Kanał można stworzyć samemu albo do niego dołączyć, po uprzednim zaproszeniu przez użytkownika czatu. Zaproszenie takie może zostać odrzucone lub zaakceptowane przez admina (twórcę kanału), od którego ostatecznie zależy, czy ktoś zyska dostęp do czatu, czy nie (oczywiście istnieją inaczej funkcjonujące czaty; opisywany przykład ma służyć za poglądowy).

Popularność Telegrama w wyżej wymienionych miejscach i wśród wyżej wymienionych grup bierze się z: a) gatekeepingu, czyli wewnętrznej selekcji użytkowników mających dostęp do danej grupy; zwykle są to znajomi znajomych, osoby polecone, godne zaufania, itp.; b) szyfrowania i znikania wiadomości po pewnym czasie, co uniemożliwia (choćby organom ścigania) łatwy dostęp do treści wiadomości; c) otwartej niechęci założyciela i właściciela aplikacji do udostępniania informacji przekazywanych w obrębie jego “dziedziny” (wg. tego, co piszą Christina Hebel, Max Hoppenstedt oraz Marcel Rosenbach na łamach “Spiegiel” śledczy policyjni powiedzieli im, że nie warto wysyłać pytań do siedziby w Dubaju, ponieważ gdy chciano się dowiedzieć, kto stoi za kontem, na którym popełniano przestępstwa, Telegram po prostu nie odpowiadał).

[2] WTS oznacza Waiting to sell. W ten sposób komunikuje się “gotowość”. LC, to skrót od legit check – co oznacza, najogólniej, jakiś dowód na to, że już przeprowadzono jakieś transakcje, które mają potwierdzić autentyczność sprzedającego lub kupującego. Dowóz i jego cena oznacza, że istnieje opcja dojechania do klienta za dopłatą, której kwota jest zależna od odległości lub załatwienia sprawy stacjonarnie.

[3] Wszystkie sformułowania i ikonki są cytowane. Pochodzą ze skompilowanych przeze mnie dwóch oddzielnych ogłoszeń, umieszczonych na jednej z grup. Podczas ich przepisywania (ok. 40 min)  na grupie przybyło 231 nowych ogłoszeń.

[4] Régis Debray, Od medium do mediacji, przeł. Alina Kapciak, w: Antropologia kultury wizualnej. Zagadnienia i wybór tekstów, oprac. Iwona Kurz, Paulina Kwiatkowska, Łukasz Zaręba, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012, s. 413-414.

[5] William J. Mitchell, Cyfrowe podwojenie, przeł. Matylda Szewczyk, w: Antropologia kultury wizualnej. Zagadnienia i wybór tekstów, oprac. Iwona Kurz, Paulina Kwiatkowska, Łukasz Zaręba, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012, s. 476.

[6] Marshall McLuhan, Przekazem jest środek przekazu, przeł. Natalia Szczucka, w: Antropologia kultury wizualnej. Zagadnienia i wybór tekstów, oprac. Iwona Kurz, Paulina Kwiatkowska, Łukasz Zaręba, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012, s. 393.

autor: Mikołaj Świerkula

Ilustracje:

Christina Hebel, Max Hoppenstedt, Marcel Rosenbach, Der Telegram-Milliardär und sein dunkles Imperium, “Spiegiel” z 10 czerwca 2021, https://www.spiegel.de/netzwelt/apps/telegram-gruender-pawel-durow-der-telegram-milliardaer-und-sein-dunkles-imperium-a-0e3901ac-6b9b-47ac-b76b-4e26d5551596, 20 czerwca 2023.

Karol Marks, Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej. Tom I, ks. 1, Proces wytwarzania się kapitału, dział 1 Towar i pieniądz, rozdział 1 Towar – 4. Fetyszyzm towarowy i jego tajemnica, Wydawnictwo Książka i Wiedza, Warszawa 1951, s. 76-89.

Marshall McLuhan, Przekazem jest środek przekazu, przeł. Natalia Szczucka, w: Antropologia kultury wizualnej. Zagadnienia i wybór tekstów, oprac. Iwona Kurz, Paulina Kwiatkowska, Łukasz Zaręba, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012, s. 393-398.

Régis Debray, Od medium do mediacji, przeł. Alina Kapciak, w: Antropologia kultury wizualnej. Zagadnienia i wybór tekstów,oprac. Iwona Kurz, Paulina Kwiatkowska, Łukasz Zaręba, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012, s. 408-415.

William J. Mitchell, Cyfrowe podwojenie, przeł. Matylda Szewczyk, w: Antropologia kultury wizualnej. Zagadnienia i wybór tekstów, oprac. Iwona Kurz, Paulina Kwiatkowska, Łukasz Zaręba, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012, s. 475-483.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *