grafika autorstwa: Zmora @zmoradraw

Na półce oliwa extra virgin, chia, awokado i sól morska w płatkach; w koszyku produkty z lokalnego bazarku: sałata od pana Zenka, jaja od szczęśliwych kur, kozi twaróg z gospodarstwa. Bulion kolagenowy bulgocze w garnku, a na blacie leży sfatygowany egzemplarz Dryfując do Betlejem Joan Didion. Z głośnika sączy się egipski funk, oczywiście z płyty winylowej.

Albo inaczej: kawiarniany stolik, matcha, szerokie spodnie, ciemne okulary, i nonszalancko kartkowane Normalni ludzie Sally Rooney. Oba te obrazki ilustrują szerokie pojęcie performatywności na tle gastronomicznym. Objawia się ona także zatrzęsieniem nowych przepisów w mediach społecznościowych, gdzie wszystko jest maślane, jedwabiste, chrupiące lub umamiczne. Według obecnego burmistrza Nowego Jorku, także fasolowe, kremowe i trzeszczące (ang. beany, creamy, crackly) i to do tego stopnia, że w satyrycznym przemówieniu na gali Inner Circle obiecał zająć się sprawą nadużywania tych pojęć w dziale przepisów „New York Timesa”.

Aby dowiedzieć się więcej, udamy się na wycieczkę w głąb naszej kolektywnej duszy kulinarnej, gdzie śmiejąc się z konceptów talerzykowych online, w prawdziwym życiu zamawiamy ćwiartkę chleba od szczęśliwego piekarza i połówkę awokado z solą maldon, i chili z rodzinnej plantacji w Peru. Zajrzymy do performatywnej kuchni w rzeczywistości i przez pryzmat mediów społecznościowych , bo te dwa światy nie mogą istnieć bez siebie. Może dowiemy się w ten sposób, co różni matchę od parówek oraz czy wszystko należy polewać oliwą.

Ryneczek, bazarek, hala targowa odmieniane przez wszystkie przypadki — jako tło kampanii reklamowych znanych marek odzieżowych, przewodniki po ulubionych stoiskach, rozmowy o sezonowości, w końcu neologizmy, które musiano stworzyć, by performatywność dotyczy każdego etapu gotowania, od pozyskania produktów, przez sposób ich przyrządzenia, aż po podzielenie się przepisem i opowieścią o ulubionych kamionkowych naczyniach przywiezionych z Japonii albo Bolesławca. Nic nie umknie uwadze obserwatorów mediów społecznościowych żądnych kolejnych kuchennych rewolucji. Liczy się wszystko: chromowany błysk armatury kuchennej i podkreślające soczystość pomidorów stonowane zielone kafelki. Potrawa, która ma zmienić twoje życie, wymaga przecieżodpowiedniej oprawy.

Dzięki internetowej kulturze kulinarnej wracamy do kuchennej pracy u podstaw. Lepimy pierogi, toczymy kluski śląskie, kisimy warzywa, przyprawiając tradycyjną kuchnię polską wpływami azjatyckimi. Comfort food to już nie tylko ramen, ale też placki ziemniaczane. Albo domowej roboty żuramen i schabowy owinięty w nori. Rezygnacja z półproduktów, od lat promowana przez dietetyków, przyjmuje czasem skrajne, ale niezwykle ciekawe formy, jak przygotowanie własnej coca-coli czy samodzielne pieczenie płatków śniadaniowych typu miodowe kółka. Domowe czipsy to przy tym zabawa dla laików.

Kuchenna performatywność, choć dopiero teraz nazwana, od lat objawia się w kontekście matrymonialnym. Ptaki ćwierkają, koty marcują się, a ludzie godzinami stoją w kuchni. Przyjrzyjmy się więc kategorii kolacja dla drugiej połówki i zadajmy sobie pytanie: jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, żeby zaimponować wybranej osobie? I jakie są z tego wnioski? Pomijam tutaj samodzielne osoby kucharskie, które spontanicznie robią coś z niczego, natomiast oddaję głos tym planującym sobotnią kolację już od poprzedniej niedzieli. Randkowy klasyk to stek — symboliczna zdobycz mięsożercy, źródło białka i symbol statusu. Jednak tym, co definiuje twórcę, jest wybór dodatków. Ziemniaki pieczone świadczą o cierpliwość i dobrych zdolnościach logistycznych, trzeba bowiem odpowiednio wcześniej nastawić piekarnik; frytki — mrożone karbowane zwiastują przelotną znajomość, te przygotowane własnoręcznie bywają oznaką poważniejszych planów. W obu przypadkach należą się brawa za odwagę i dobrą wentylację w kuchni. Szparagi w styczniu mogą oznaczać daltonizm sezonowy lub ekskluzywny warzywniak w pobliżu (tym bardziej, jeśli na deser pojawią się importowane truskawki) – postępujmy ostrożnie i starajmy się przemycić wiedzę na temat cyklów upraw w rozmowie lub zostawmy niepostrzeżenie kalendarz zbioru warzyw i owoców na blacie. Może coś z tego będzie.

Zainteresowaniu smakoszy i internautów nie umyka też aspekt zdrowotny. Performatywna suplementacja idzie w parze z wszelkimi obecnie panującymi trendamikulinarnymi. Stąd kolejnym częstym przymiotnikiem poprzedzającym viralowe przepisy jest „wysokobiałkowy”. Ten trend okazuje się bardzo egalitarny, bo może podlegać mu całe spektrum członków społeczeństwa; od domorosłych kulturystów, przez wegańskich joginów, aż po kawiarnianych filozofów. Serek wiejski nie zna podziałów, niezależnie od płci, statusu socjoekonomicznego czy światopoglądu. Szeroka gama odżywek białkowych reklamowanych i dostępnych na rynku w opakowaniach zarówno różowych, jak i niebieskich świadczy o tym jeszcze lepiej. Jeśli otworzymy Instagram choć raz, któryś z influencerów na pewno przypomni nam o codziennej dawce maślanu sodu, siary bydlęcej i probiotyków popijanych postbiotykami. Wszystko dla zdrowia jelit. Troska o mikrobiom popycha nas w kierunku zagryzania rosołu borówkami, erozji zębów spowodowanej pitym nieustannie octem jabłkowym czy wstawania dwie godziny wcześniej, by zdążyć przyjąć cały szereg substancji przeznaczonych do stosowania na czczo. Nasza poranna kawa jest tak gęsta od adaptogenów, że trzeba ją jeść łyżką. Medialne skupienie na jelitach ma oczywiście swoje dobre strony, jednak, czy wzdęcia, które staramy się uleczyć, nie są czasem skutkiem nadmiernego scrollowania?

Śmiejmy się, ale nie dajmy erze detoksów sokowych powrócić. Dbajmy o cały układ pokarmowy i pijmy wodę z octem przez słomkę.

Wracając do pytań zadanych na wstępie: matcha latte z karmelem miso i jajka po turecku z olejem chilli nie dyskredytują czarnej herbaty i parówek z keczupem. Jedne i drugie można jeść z taką samą przyjemnością, mimo że jeden z tych zestawów pojawia się zdecydowanie częściej w instagramowych relacjach. Ale i to może się zmienić, wraz z nadejściem kolejnego trendu. Co do oliwy, polewajmy lody, panna cottę, ciasto cytrynowe; ważne, by była dobrej jakości. Taka zawiera najwięcej polifenoli, a ich działanie przeciwzapalne jest w tych czasach nie do przecenienia. Gońmy Włochów w igrzyskach długowieczności, przyprawiając ich o zawał serca naszą pomysłowością. Niech moda na eksploracje spożywcze popycha nas do odkrywania nowych smaków, poszerzania horyzontów, dając przy okazji materiał do żartów. Pamiętajmy jednak o przesłaniu, które głosi napis na opakowaniach suplementów diety: produkt nie może być stosowany jako substytut zróżnicowanej diety i zdrowego trybu życia. A tym bardziej zdrowego rozsądku.

 

osoba autorska: Pola Kawka

Jedna odpowiedź

  1. Erudycja nie tylko nowoczesna. Znajomość tematu z przyległościami granicząca z najwyższym stopniem rytu międzynarodowego. Lekkość myśli i ironia, cech ludzi budujących zdania złożone. Miejscami język tylko dla wtajemniczonych. Niebezpieczna z Pani kobieta – takie kobiety w życiu osiągają każdy cel.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *