grafika autorstwa: Anna Tomaszewska @krukicruxes

 

 

Gdybym mógł wybrać każdą

Literę w alfabecie

 

Rozszerzyć znaczenia

Nabrzmieć

Rozpuchnąć

Wyłuszczyć

 

Naoliwić, by

Błyszczała złudną
Pewnością siebie

 

Ale myślenie o tym

Zdaje się nieodpowiednie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Chyba dopiero odkrywam

To co niewidoczne

Ale

Wyraźne

Cierpkie

 

Uczucie na końcu języka

Wieczna irytacja

Mrożenie

Błędnych

Myśli

 

I chociaż ostatecznie przecież

Wszystko to wiem

Wstrzymuję

Swój

Oddech

 

Blokuje swoje ciało

Przed potrzebą

Bycia

Kim

Jestem

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ciężkie opadanie powiek pokrytych purpurowym brokatem, którego przecież nie powinno tam być, długie rzęsy, rozpaczliwy uśmiech i łzy zbierające się w śliniankach. tylko to po sobie zostawiłxm, jakby jutro miało nie nadejść, jakby plany na przyszłość nie powinny być już stworzone. może to nie ja jestem stwórcą i to nie ja powinnxm nix być. ale gdzieś w głębi trzewi, gdzieś w drzwiach prowadzących z woreczka żółciowego do żołądka, gdzie kryje się prawdziwx ja, pragnę tej przyszłości, ze mną, czy beze mnie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

zmęczony tym, że

muszę żyć

każdym dniem

myślą

snem

muszę być

silny.

kurczowo się trzymam

myśli,

że nie jestem

aż tak

inny.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

kiedy teraz zasypiam, w cieple, wtulony w osobę, którą kocham, z mojej głowy wciąż nie chce uciec myśl, że zniszczyłem życie. sobie, bliskim i tym co odeszli. zbyt długim czekaniem, przeciąganiem tego, co musiało nastąpić. trwaniem w delirium tak dalekim od rzeczywistości, w którym za pewnik brałem, że od następnej soboty, jutro nie nastąpi, że problemy dorosłych nigdy mnie nie dotkną. teraz te problemy pożarły moje mięśnie, zaplątały w swe trzewia moją każdą myśl. za bardzo weszło mi w krew podejmowanie decyzji wbrew sobie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

żal i wyczerpanie wyrastają

wraz z cebulką włosa

skręcone

pokryte łuską

ciasno opinają skalp

gdzieś po drodze plącząc się z

bolesną potrzebą otworzenia oczu

 

ale przepalony nerw wzrokowy

obumiera w twym blasku

ukryty

pokryty kurzem

ściśnięty stresem

zawłaszczony przez puste spojrzenia

pragnące tylko zobaczyć w końcu światło

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

odczuwam to jako

bycie (-nie bycie, egzystowanie)

zaprzeczenie współistnieniu

odwrócenie ról

 

niczym ozdoba

najtańsza (-tiul porwany, zmięty)

towarzysząca jedynie

czemuś lepszemu

 

komuś kto potrafi

lepiej (-dużo szybciej, zgrabniej)

chociaż może role

z góry były

 

ustalone

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

a ostatecznie

nawet z tym nie daję sobie rady

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

tusz wypala mi powieki

wnika w źrenice i osiada na siatkówce

na następnym badaniu wzroku

będę widział świat już tylko

w czerni i bieli

 

nadal się uśmiecham

nie z pogardą, choć to ona mogłaby

mnie uratować od piekącego

uczucia zranionego wstydu

za to co zrobię

 

nie krzywdzę innych, chyba

próbuję w to wierzyć, przetaczam tę

wiarę przez nabrzmiałe lękiem żyły

i może krzywdzę, ale już dawno

przestało mnie to obchodzić

 

(chyba)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wszystko się zmienia. rośnie dojrzewa ewaluuje. i choćbym nie wiem jak pragnął stałości, ja też ciągle się zmieniam. może i nie rozkwitam, nie krzepnę, ale też nie więdnę. zmieniam kolory, nabieram barw, oblewam się słońcem. zastygłe mięśnie, twarde, nabrzmiałe, puszczają z cichym westchnieniem, pozwalając zrobić krok do przodu. któregoś dnia pewnie się cofnę, ale na razie ten jeden krok pozwala mi zobaczyć na horyzoncie coś więcej niż tylko rozległą pustkę.

 

osoba autorska: Nikodem Szymura-Klimovich

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *